Staropolska Wigilia

„Z wielkiej kuchni gospodyni,
Śle delicyę za delicyą,
Sutą ucztę pilnie czyni
Uważając na tradycyją.

Teraz wisi ot, na włosku
Cnej jejmości słuszna sława,
Więc jest szczupak po żydowsku:
Prym jegomość temu dawa !

Zasię potem lin w śmietanie
I karp tłusty w sosie szarym –
Jedz – nie pytaj, mości panie,
A zapijaj węgrem starym.

Jedz – nie pytaj ! – a gdy mało,
Starodawną znaj wiliję:
Masz tłuczeńców misę całą
I zamorskie bakalije ! ” … [1]

„Te zwrotki wiersza napisane przez poczciwego Or-Orta, pachną i wabią rozkoszami stołu”. … [1]

   W dawnej Polsce Wigilia była nazywana postnikiem, wilią, bożym obiadem czy też pańską wieczerzą.

   Mistyczny wręcz urok otacza naszą staropolską wieczerzę wigilijną. Wszyscy z niecierpliwością i dzisiaj oczekujemy, aż na niebie ukaże się pierwsza gwiazdka, a wtedy zasiadamy za suto zastawionym stołem, dzielimy się opłatkiem, składając sobie życzenia. I tak też drzewiej było.

   Ale oczywiście „staropolska wilia” nie stanowiła nigdy jedynie okazji do wieczornych ceremonii z jadłem i napitkami w rolach głównych. Widziano w niej dzień pełen szczególnych znaczeń i zawsze miała ona coś z wielkiego widowiska, które kończyło się o północy ostatnimi gloriami pasterki.

   Dzień ten zaczynał się już o świcie, a nawet jeszcze wcześniej, gdy koguty przypominają sobie dopiero, że czas już piać.  A czemu tak wcześnie wstawano? Dlatego, że wszystkich czekały ciężkie roboty, aczkolwiek wierzono, że kto rano wstanie, ten potem przez cały rok nie będzie miał kłopotów ze wstawaniem. Był to dzień szczególny, zapowiadający bowiem cały przyszły  rok.

  W niektórych domach pod obrus podściełano siano, na wsiach natomiast ustawiano w kącie izby snop słomy.

   W dniu tym panowały różne wróżby, np. by był urodzaj ciskano ziarnem o powałę; panny i kawalerowie ciągnęli źdźbła słomy lub siana spod obrusa – zielone źdźbło oznaczało ślub w tym karnawale, zwiędłe – oczekiwanie, żółte – staropanieństwo lub pozostanie w stanie kawalerskim.

   Ta panna, która tarła wówczas mak czekało wnet zamążpójście.

   Myśliwy, który zdołał co wtedy upolować, ten mógł liczyć na szczęście spod znaku świętego Huberta (jak już wcześniej pisałam, Hubert był patronem myśliwych).
Chłop, który wybrał się przezornie z rana do karczmy i łyknął gorzałki, ten nie musiał się martwić, że w przyszłości grozi mu abstynencja.
Psocących małych chłopców straszono, że w Wigilię chłopców biją, a w święta dziewczęta, co miało znaczyć to, że przez cały rok skóra będzie garbowana. Jakoś trzeba było sobie poradzić w nawale wigilijnych przygotowań.

   Ponad wszystko, jednak w ten dzień górowała kuchnia.
    Potraw wigilijnych miało być dwanaście. A gdy na magnackich stołach wigilijnych pojawiało się ich czasami więcej, z wdziękiem uznawano wszystkie potrawy rybne jako jedną. W chłopskich zagrodach wyglądało to nieco gorzej, tu potraw było zwykle dziewięć, a czasami bywało i trzy.

   Pierwszym wigilijnym daniem była postna zupa : barszcz z uszkami, niekiedy zupa grzybowa, migdałowa czy biała rybna. Do wigilijnych tradycji należał też groch z kapustą lub kapusta z grzybami, potrawy z suszonych grzybów, kompot z suszonych owoców  i kutii, słodkości rodem z Litwy i Rusi, sporządzanej w oryginalnej wersji z pszenicy, maku i miodu.

   W końcu na stole zaczęły pojawiać się  potrawy: „Najsamprzód gruszki z fasolą, śliwki z kaszą, kluseczki z makiem, ziemniaki z kapustą, a u zamożniejszych także ryba.”

   W okolicach Psar jedzono również suche śliwki i kapustę ze śledziem. Po wieczerzy wigilijnej, przy choince, śpiewano kolędy. Resztki ze stołu zanoszono bydłu. Ojciec obchodził „trzy razy dom i zabudowania w około, trzymając w ręku kawałek chleba i opłatka, aby się myszy i szczury nie lęgły, poczem chleb i opłatek palą w piecu”.
I to już …. nie będzie koniec 🙂

 

 

Źródło … [1] … „Kalendarz polski” –  Józef Szczypka, W-wa 1984

Zapisz

8 myśli na temat “Staropolska Wigilia

  1. Dodałbym jeszcze, że – osobliwie po grodach większych – było w obyczaju opłatków przed łamaniem się niemi, miodem smarować, ale to się nigdy powszechniej nie przyjęło…:)
    Kłaniam nisko:)

    Polubienie

    1. Szięki Mości Wachmistrzu za tą informację…
      Uważam, że ten opłatek z miodem to już był raczej rarytasem, no i już to nie był ten opłatek, którym się dzielimy podczas Wigilii.

      Serdeczności zostawiam.

      Polubienie

  2. W wojsku raz mi się dostała w Wigilię ino potrawa jedna!!! bo resztę po drodze wyżarli!!! Była to kapusta z grochem, którą do dziś miło wspominam:)

    Polubienie

  3. Moja sąsiadka zapobiegliwie zmusza mojego męża, aby jako pierwszy ją odwiedził, bo rzekomo gdy mężczyzna pierwszy wejdzie do mieszkania, przyniesie szczęście. Jednak sąsiadka nie ma pewności, czy to czasami nie obowiązuje w Nowy Rok, więc mąż odwiedza ją w obydwa dni. Zaznaczam, że sąsiadka ma męża, abyś sobie czegoś nie pomyślała.W potrawach wigilijnych specjalizowała się moja mama, ale nigdy nie pilnowała, aby było ich dwanaście.Cieplutko pozdrawiam.

    Polubienie

    1. No to Twój mąż tylko dwa razy do roku odwiedza sąsiadkę, za to mój prawie przez cały rok (i to nie mężatki), a to do komputera syna, a to zlew cieknie, a to znowu coś tam … )))))Jeżeli chodzi o Wigilię, to te 12 potraw, niekoniecznie przecież musi być na stole. Może ich przecież być albo więcej, albo tylko … trzy … )))Pozdrawiam serdecznie!

      Polubienie

      1. Oj, przyjrzałabyś się tym swoim niezaradnym sasiadkom i albo kazała im iść na kurs komputerowy, albo hydrauliczny. To podejrzane!Buziaczki.

        Polubienie

        1. Też tak Aniu myślę ! ;)) Tak go doszczętnie wykorzystają, że później w domu, już nic mu się nie chce robić … ;))))Pozdrawiam serdecznie!

          Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s