Historia pewnego żuru


Jak myślicie, cóż to mogło być pierwszą naszą polską potrawą ?

Oczywiście nie był to chleb, jak wcześniej sobie myślałam!

Dopiero po głębszym poznaniu naszej historii, od strony kuchni, dowiedziałam się, że to nie było nic innego jak nasz polski żur. Wcześniej nie był on znany w żadnej innej kuchni świata i spoko możemy powiedzieć, iż to jest jedyny i najpierwszy nasz polski żur.

A jest to nic innego jak zupa z żytniej mąki i czerstwego chleba, podawana z kiełbachą i gotowanym jajkiem.


żur_1
Jeśli chcecie ugotować, tak pyszny żur – jak widać na fotce – koniecznie musicie zajrzeć tu: Żur nie tylko od święta

Zasłyszałam również kilka historii na temat powstania żuru i chętnie je opowiem.

35 (407x45, 23Kb)

Historia pierwsza jest taka:
Dawno, dawno temu w pewnej polskiej wsi mieszkał pewien piekarz-karczmarz. Był on sknerą nad sknerami, wielkim skąpcem, a więc wszystko u niego w karczmie było „chrzczone”.

       Do gorzałki i miodu wody dolewał, a na jedzeniu też oszukiwał. W końcu miejscowi ludzie, postanowili piekarza-karczmarza ukarać, dać mu nauczkę i wynajęli pewnego żarłoka. Oczywiście cała wieś zrobiła składkowe, które do skrzyni czy też wora włożono.

       Pewnego dnia w karczmie zjawił się owy przybysz, przysposobiony w  skrzynię pełną pieniędzy i oznajmił karczmarzowi, że chce założyć się z nim o to, że zje najgorszą zupę jaką piekarz-karczmarz przygotuje, i nie dostanie od niej żadnej niestrawności.

       A stawką tegoż zakładu była karczma i przepis na najgorszą potrawę, przeciwko workowi złota. Był też jeszcze jeden warunek; piekarz nigdy nie będzie mógł, ani gotować tej potrawy, ani zdradzić przepisu na nią, i będzie musiał wyprowadzić się z okolicy pod groźbą klątwy.

       Karczmarz po usłyszeniu tych słów, zwietrzył niezły interes. Postanowił więc na kolację przygotować jakąś niestrawną breję, biorąc do niej jakieś resztki zaczynu na chleb razowy, zalał je wrzątkiem. Wrzucił dla niepoznaki kilka warzyw, jakieś stare grzyby, kawał nieświeżej wędzonki, która gdzieś tam w kącie wisiała. A dla zabicia  nieprzyjemnego zapachu i smaku, dodał czosnku. Zadowolony z siebie, podał tak przygotowaną strawę na kolację.

       I myślał zapewne; no to mam cię, a worek złota będzie mój.
       Jakież jednak było jego zdziwienie, gdy przybysz wpałaszował ze smakiem, jego zupę, a nie dość tego i pozostali goście też.

       I w ten sposób chytry piekarz-karczmarz stracił swą karczmę i musiał wyjechać z okolicy, bo zupa okazała się przepyszną być.


35 (407x45, 23Kb)


Historia druga
, będzie krótsza, ale równie ciekawa:
Pewnego dnia, i też dawno temu to było, w jednej ze wsi żyła pewna  kobieta. Ponieważ jej się w garnkach nie przelewało, myślała nad obiadem dla męża. Co też ugotować, gdy do garnka nie ma co włożyć. Gdy się tak zastanawiała, zauważyła w garnku resztki mąki żytniej, które wodą zalała, na krańcu pieca postawiła i o nich… zapomniała. A na obiad mężowi tartofle (kartofle) w łupinach dała.

      Po kilku dniach, gdy nad garnkiem się schylała poczuła całkiem niezły zapach, zapach słodko-kwaśny, który wydobywał się z garnka z mąką, wcześniej wodą zalanego. Nie wiele myśląc, dolała to do tartofli, które już ugotowała. Przy picu sadło jakieś wisiało i czosnek w wianku uplecion. Pomyślała, że czosnek zapach wydobędzie, a skórka od słoniny, doda zupie „bogactwa”. Gdy już strawę przygotowała, posoliła ją, spróbowała i … oniemiała z zachwytu.

      Zupa okazała się bardzo smaczną być. Mąż po powrocie z pola, wprost nie mógł się jej najeść. Potem zaś chodził po całej wsi i rozpowiadał, że „żor” pyszną zupę zrobiła. A ludzie, jak to ludzie po swojemu słowo przekręcili, i tak powstał „żur”.

      A ileż prawdy jest w tym wszystkim, tego nie wiem ? Pamiętajmy jednak, że w każdym kłamstwie jest troszku prawdy.
35 (407x45, 23Kb)
Zygmunt Gloger w swej encyklopedii pisze tak: „żur polewka z mąki zakwaszonej, niekraszona, ale zabielana mlekiem, jadana z sypkim czyli próżonym grochem, należała do najulubieńszych potraw postnych ludu i szlachty polskiej”.

W. Potocki pisze w swoim herbarzu:
” Zgłodniałych oblężeńców pod nieprzyjacielem
Naszym żurem, a ruskim obżywił kisielem”.

To pokrewieństwo żuru z kisielem wyjaśnia Gołębiowski pisząc:
” Żur z mąki owsianej na noc zakwaszony, rzadki, a kisiel taż sama potrawa, do większej tylko gęstości przywiedziona, czasem zastudzona, tak że się nożem kraje”.

Tak ściślej mówiąc, kisiel robiło się dawniej ze zmielonego owsa, zalanego ciepłą wodą i zakwasem. Przecedzony zakwas używano kilka razy, stąd właśnie wzięło się dobrze znane nam powiedzonko „dziewiąta woda po kisielu”, na określenie dalekiego pokrewieństwa.
35 (407x45, 23Kb)
I tak sobie właśnie doszłam do wniosku, że tymi najpierwszymi naszymi polskimi potrawami był właśnie żur, a po nim jego „kuzyn” – kisiel.

  Dzisiaj to mi w duszy gra:

Marek Grechuta – „Pomarańcze i mandarynki”. ” Pani pachnie jak tuberozy … ” tekst tej piosenki oparty jest na wierszu J.Tuwima pt. ” Sen złotowłosej dziewczynki”

Marek Grechuta – „Dni których nie znamy”

Zapisz

29 myśli na temat “Historia pewnego żuru

  1. Nasz śląski żur dawniej się robiło z zakwasu chlebowego, a mąka byla z żyta i nie taka jak dziś . Pamiętam po wojnie w 45r,jak na żarnach ręcznie mielili zboże na chleb(w sklepach nic nie było) i z tej mąki grubego przemiału piekli chleb i żur gotowali. Gęsty był i zupełnie nie przypominał ten który sie teraz jada u nas. To prawdopodobnie taki był ten piewotny żur. A kartofle to przywęrowały do nas dopiero bardzo póżno prawie w 19 wieku zaczęto je w Polsce uprawiać. Pozdrawiam

    Polubienie

    1. No tak Uleczko, na pewno masz rację, że ten żur, który kiedyś się robiło to na pewno był pierwowzorem tego żuru, prosto z historii wziętego. Wszak dzisiejszy to na pewni nijak przypomina ten najprawdziwszy, starodawny żur,A ziemniaki dopiro o wile pżniej zaczęto uprawiać, tak więc ta druga historia opowiedziana przez mnie to chyba nie będzie prawdziawa.Zresztą na temat zienbiaka, też mam zamiar opowiedzieć Wam historię.Cieplutko pozdrawiam.

      Polubienie

  2. Dobry żurek nie jest zły…Najlepszy na świecie robiła moja babcia- dodając suszonego lub świeżego grzybka, mniam…Pozdrawiam cieplutko.

    Polubienie

    1. Ja uwielbiam też żurek, ale pewnego razu doń się zraziłam. Zakupiłam taki w butelce, i okazał się nieświeży, ale dopiero to zauważyłam jak już go ugotowałam … byłam wściekła !Pozdrawiam cieplutko.

      Polubienie

    1. Żurek, o tak jest pycha – dla mnie też. A ten „żonaty” to znaczy – co?Czyżby to samo co „chrzczony”, taki czysty, bez dodatków wielu ?Powiastek różnych ci u mnie dostatek, już wcześniej wiele różnych takich zamieszczałam – bo lubię różne takie ciekawe historie, i sobie najpierw poszperam a potem Wam o tym napiszę. -:)Cieplutko pozdrawiam.

      Polubienie

  3. Witam, żurek jest super i też myślę, że to pierwsza polska potrawa ta nasza popularna „zupa z gwoździa”. Uwielbiamy żurek!!! Muszę opowiedzieć dzieciom skąd się wziął… Grechutę też lubię bardzo. Miałam kiedyś okazję rozmawiać z Nim przed koncertem w klubie studenckim w Katowicach… Fajne czasy, ale to było dawno…. Pozdrawiam!!!

    Polubienie

    1. I fajne nazwy dodatkowo mu nadaliśmy,np. „zupa z gwoździa”, „żonaty żurek”, żurek chrzczony” … ha, ha, ha, Jednak nam Polakom pomysłów nie brakuje !Łoj to miałaś szczęście, ściskając rękę Marka Grechuty, szkoda, że już go zabrakło pośród nas, ale za to piosenki jego zostały, które są takie pełne wyrazu. Też bardzo je lubię …Cieplutko pozdrawiam.

      Polubienie

  4. Właśnie dzisiaj zaplanowałam zrobić na obiad żurek, ale z torebki Knorra. do tego po jednym gotowanym jajku na talerz i pokrojonej w kostkę szynki.Moja mama gotowała zalewajkę bardzo smaczna i podobną do żuru.Kisiel pochodzi od słowa kisić, więc nie ma się co dziwić, że żur i kisiel to kiedyś było to samo.Pozdrawiam.

    Polubienie

    1. No to obiadek miałaś mniam, mniam, ale ja wolę robić żurek taki z prawdziwego zakwasu, ale znając już Ciebie, to już wszystko wiem -:)A ja myślałam, że Ty się zadziwisz nad tym żurem i kisielem, a Ty piszesz mi, że to nic dziwnego … ;)))Cieplutko pozdrawiam.

      Polubienie

      1. Jaguś, prawie żaden polski wyraz nie ma przede mną tajemnic. Jutro gotuję łazanki dla wnuczki, a przy okazji my się pożywimy, bo nagotuję cały szybkowar. Ale mi podskoczy cukier- już się boję!Wieczorne pozdrowienia.

        Polubienie

        1. Jakże mogło by być inaczej, pani profesór …:-)Oj łazanki-pychotki będą, a co tam z cukrem, raz na jakiś czas nie zaszkodzi go podbić …Smacznie pozdrawiam.

          Polubienie

  5. Żurek to specjalnośc mojego męża, czasami pieczarki smażone dodaje. Wyślę go tu do Ciebie, niech poczyta ciekawej historii i piosenek posłucha. Pozdrawiam ciepło.

    Polubienie

    1. Oj jak się cieszę, że nawet męża to może zainteresować – pozdrowienia dla męża, proszę przekazać …Jak słyszę, to Twój mąż bardzo lubi dobrze zjeść i dobrze ugotować, a ten żurek z pieczarkami, to niezła myśl.Loteczko, a czy czytałaś już o tym TERMOMIXIE, o którym Ci napisałam pod kaparami ?Cieplutko pozdrawiam.

      Polubienie

      1. Czytałam o Termomixie, ale dla mnie to za droga rzecz, choć na pewno dobra. Mam za to masę rzeczy z Tupperware, jeszcze tylko Cud kuchenny zdobędę i będę miała prawie komplet. Co do mojego męża, to nie tyle lubi zjeść ile ugotować. Sam ze względu na raka krtani musi być szczupły, więc gotuje dietetycznie, ale raz w tygodniu pozwalamy sobie na wszystko. Pozdrawiam.

        Polubienie

        1. Termomix rzeczywiście jest drogi, ale córka wzięła go na raty bo też nie stać ją od razu wywalić tyle kasy. Ponieważ ja nie lubię rat – dlatego bez termomixa muszę się obejść … ;)W takim razie, życzę mężowi dużo zdrówka.Serdecznie pozdrawiam.

          Polubienie

  6. No jak zwykle, ciekawe przybliżenie tematu. Żurek bardzo lubię, sama robię zakwas, chociaż przez upały minione trochę się psuł, więc zaniechałam na okres lata. A Grechutę także lubię, poza wymienionymi jeszcze „Ocalić od zapomnienia”. Buziaczki, Marylko :)))

    Polubienie

    1. Aniu cieszę się, że Ci się podoba, zresztą na pewno wiesz, iż ja lubię takie różne ciekawostki – prawie o wszystkim i lubię nie raz pobawić się w „szperacza”, a co znajdę i poskładam do kupy, czem prędzej Wam o tym napiszę …Oj Marku, szkoda, że Cię już zabrakło, ale dobrze, że taką spuściznę po sobie zostawiłeś, tak miłą i przyjemną …Cieplutko pozdrawiam.

      Polubienie

  7. Dzięki JaGo za super opowieści o żurku, choć moje dziewczyny słuchały ich raczej jak bajek.Milego dnia życzę i pozdrawiam upalnie z upalnej Prowansji.

    Polubienie

  8. Dzięki JaGo za super opowieści o żurku, choć moje dziewczyny słuchały ich raczej jak bajek.Milego dnia życzę i pozdrawiam upalnie z upalnej Prowansji.

    Polubienie

    1. Witaj Katarzyno z pięknej Prowansji.O jejku w jakiej Ty mieszkasz pięknej i pachnącej ziołami części Francji, tylko pozazdrościć.Dobrze, że jeszcze Twoje dziewczyny lubią słuchać bajek, bo teraz dzieci to raczej wolą się nudzić, tak jak i moje wnuki, często lubią powtarzać: – „babciu, ale nuuudy ! „Cieplutko pozdrawiam, ale u mnie nie jest już tak ciepło jak u Ciebie …

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s