Szaszłyki ziemniaczane z sosem podane


Dzisiaj na stole zagości ziemniak, który będzie na patyk nadziany.  Ale żeby im nie było smutno samym, to je boczkiem otulamy. Cebulka gdzie nie gdzie wskoczy też i smaku nada potrawie tej.

Jak już szaszłyki będą gotowe, to sosik zrobimy im, którym je polewamy, lub oddzielnie każdy kąsek maczamy. A na końcu… ze smakiem zjadamy.

SZASZŁYKI ZIEMNIACZANE Z SOSEM PODANE  


Składniki:

* Około 1 kg ziemniaków, niedużych, najlepsze są wielkości orzecha włoskiego (może troszku większe), i młode ziemniaki.
*
Około 20 dag boczku surowego.
* Cebule białe i czerwone (żeby kolorowo było).
*
Oliwa i sól.

SOS

Jak już wcześniej było powiedziane z sosem będą one podane. A ów sos z takich składników składa się:
*

  • 2 samotne żółtka weź i 2 łyżki soku z cytryny też.
  • Czosnku ząbków ile chcesz, ja tam daję trzy (może być więcej, abo mniej). Musztardy łyżki dwie.
  • Oliwa, sól i biały pieprz.

Przygotowanie szaszłyków:  

1. Ziemniaki myjemy i gotujemy w mundurkach w osolonej, wrzącej wodzie ok. 10 minut. Gdy ziemniaki nam się gotują możemy przygotować sos: żółtka miksujemy z sokiem z cytryny i musztardą. Dodajemy posiekany czosnek i ponownie miksujemy.

2. Do zmiksowanych produktów, powoli wlewamy 100 ml oliwy (tak, jakbyście robili majonez). Trzeba uważać, bo może się zważyć. Doprawiamy do smaku i ucieramy, aż powstanie gęsty sos.

3. Ugotowane ziemniaki odcedzamy, obieramy i jeśli są wielkie kroimy na mniejsze kawałki. Połowę ziemniaków zawijamy w plasterki boczku.

4. Cebulę obieramy i kroimy w ósemki. Na patyczki do szaszłyków nadziewamy na przemian ziemniaki z boczkiem, cebulkę, ziemniaki bez boczku itd. Tak przygotowane szaszłyki solimy, smarujemy oliwą. Pieczemy w piekarniku na złoty kolor 10-15 minut. Podajemy z sosem.

Moje uwagi:
Dzisiaj właśnie upiekłam owe szaszłyki i muszę powiedzieć, że poprzednio jak je piekłam, czas który podałam był wystarczający. Natomiast dzisiaj musiałam je troszku dłużej potrzymać w piecu. Zdaje mi się, że zależy to od ziemniaków z jakich je robimy.

      Najlepiej i najprościej będzie nie patrzyć tak skrupulatnie na czas ich pieczenia, ale sprawdzić zawsze widelcem czy patyczkiem ich miękkość. Dodatkowo posypałam je jeszcze czerwoną papryką w proszku.

Były pycha, ino smak mi się pozostał … 🙂

Zobacz jeszcze:

Dipy do pieczonych ziemniaków

Autor: JaGa Opublikowano: Luty 19th, 2009

Dipy do pieczonych ziemniaków

Przygotowanie tych zimnych sosów nie zajmie ci dużo czasu. A gdy, np. ziemniaki będą już upieczone czy na grillu, czy na patelni i polejesz je tym sosem, to już nic więcej ci do szczęścia nie potrzeba! PAPRYKOWY     … 2 strąki papryki (najlepiej czerwonej i zielonej), przekrój na pół, oczyść z pestek i ułóż na []

Zapisz

36 myśli na temat “Szaszłyki ziemniaczane z sosem podane

  1. To danie, to strzał w dziesiątkę,świetny pomysł.Ja dodałam jeszcze kiełbasę i lekko obgotowane pieczarki.Ziemniaki miałam duże, więc podzieliłam je na ćwiartki.Niestety słowo szaszłyk było nie do wypowiedzenia przez moją rodzinę( po ostatniej wizycie w Polsce wszyscy zapragnęli uczyć się polskiego)Nazwaliśmy je więc po swojemu „kartofle na patyku”.Tak więc wczoraj w naszym domu było nie tylko smacznie, ale i wesoło.Cieplutko pozdrawiam.

    Polubienie

    1. Ależ Koniczynko, przecież ta nazwa jest godna tej potrawy. Faktycznie, że wypowiedzenie dla obcokrajowca, np. „sz” – może być nie lada problemem. A tak, swojska nazwa. dla swojskich ziemniaków – nic ująć, nic dodać …Cieplutko pozdrawiam.

      Polubienie

  2. Jaguniu kochana, muszę Ci powiedzieć, że jakoś u mnie w domu nie za bardzo za ziemniaczkami, czyli kartoflami są. U Dziadka jednak jedli smażone ziemniaczki ze zsiadłym mlekiem… Jakie to było smaczne!!! A potem Maja, moja córeczka robiła z Dziadkiem ze zsiadłego mleka – masło. Było tak fajnie, że miałam i chyba jeszcze mam „deprechę” wracając tutaj….Pozdrawiam serdecznieAla

    Polubienie

    1. Witaj moja droga Alicjo !!!Bardzo się cieszę, iż już z urlopu u Dziadka – wróciłaś. I jak widzę i słyszę, jesteś w 100 % zadowolona. No proszę jaką frajdę dziadek zrobił swoim wnuczkom, tymi ziemniakami i zsiadłym mlekiem. Nigdy byś nie pomyślała na pewno, że dzieci taką prostą potrawą się zachwycą. Wcale się nie dziwię, że masz deprechę, bo znając już troszku Ciebie, wiem, iż serwowałaś w swoim domu dla wszystkich same łakocie. A tu, ot … taka prosta potrawa, w której są ziemniaki, a dzieci nie za bardzo za nimi przepadają. Jak widać, to i prostota potrafi iść w parze ze smakiem.Pozdrawiam cieplutko.

      Polubienie

  3. Przypomniało mi się wakacyjne grillowanie ;< A teraz jesień i do kolejnego lata znów trzeba czekać. Ale ta jesień jest jakaś taka magiczna i piękna ;))Pozdrawiam cieplutko!

    Polubienie

    1. O tak, szaszłyki z grillowanie – owszem, idą w parze. A jesień jak jest ciepła, to naprawdę jest piękna i magiczna (uwielbiam taką jesień).Pozdrawiam cieplutko.

      Polubienie

  4. Ano tak,przepis napewno smaczny, i dla wszystkich tylko nie dla tych z problemami wątrobowymi. Chociaż sporadycznie także z pomocą jakieś tabletki wspomagajacej można spróbować. Ostatnio takie spróbowanie kosztowało mnie utratę mojej górnej dwójki zęba po lewej górnej stronie , a powodem była urodzinowa lazania u Kamilka przegapiona w czasie rozgardiaszu na przyjęciu urodzinowym małego, i za mocno przez to przypieczona. Teraz muszę do czasu wizyty u dentysty gotować potrawy łatwe do przełknięcia, czyli takie najlepiej blenderem jarzynki mixowane, ale ja lubię ,to da sie i tą katastrofę jakos przeżyć. Miłego JaGa, i dzięki za ciekawy przepis. Podam do dalej, córka lubi szaszłyki, to jej się przepis z pewnością spodoba.

    Polubienie

    1. Jednak Uleczko, lepiej zdrowiem nie ryzykować dla jakiejś tam potrawy. Wszak pani WĄTROBA, MOŻE SIĘ NA PRAWDĘ NA NAS ZEŹLIĆ !!! A jeszcze jak do tego zęba dodamy, to już istna katastrofa ! :))) Ja z kolei za takimi „przecierkami” nie przepadam jakoś, i bardzo by mnie to zasmuciło, gdybym musiała to jeść.A córce, oczywiście proszę polecić owe szaszłyki z ziemniaków, mnie bardzo smakowały.Cieplutko pozdrawiam.

      Polubienie

  5. Że tez zawsze czytam twoje posty jak jestem głodna!! ale niewielki koszt a napewno cos innego do zjedzenia, zastanawiam sie ile tego musiałabym zrobic zeby mój mąż sie najdł…to tylko jako przekaske mozna potraktowac , ale on pozera wszystko ja sie narobie jak dziki wól a on zaraz to połknie…..nie chce mi sie , zrobie po cichu tylko dla siebie. serdecznosci sle

    Polubienie

    1. Basiu droga, to teraz musisz pamiętać zanim zaczniesz czytać mego posta, musisz koniecznie by najedzona … :))Skoro Twój mąż taki „pożeracz”, to faktycznie miałabyś troszku roboty.Cieplutko pozdrawiam.

      Polubienie

  6. Już sobie wyobrażam ten rewelacyjny smak. Zaraz naradzę się z mężem, czy chciałby jutro zjeść takie cudeńko. Jemu oczywiście zrobię z cebulką, sobie bez cebulki. Kiedyś Ci pisałam, co robiła moja koleżanka, otóż obrane ziemniaki nakrawała i w szczeliny wciskała boczek i cebulkę, potem zawijała w sreberko i piekła na grillu. REWELACJA!Cieplutko pozdrawiam.

    Polubienie

    1. Wczoraj Anulko, właśnie je zrobiłam na obiad. Były pyszne, więc polecam. Wiem, że Ty bez cebuli prawie (?) wszystko robisz. A o koleżance i jej ziemniakach już kiedyś wspominałaś, że robi je rewelacyjnie. Jeśli je zrobisz – to życzę Wam smacznego.Pozdrawiam cieplutko.

      Polubienie

      1. Niestety, nie zrobiłam tych szaszłyków, bo nie miałam niedużych ziemniaków, za to w lodówce miałam wielkiego kalafiora, którego musiałam zużyć. Jeszcze tylko sprawdzę, czy mam długie wykałaczki, bo dawno nie kupowałam.Pozdrawiam jesiennie.

        Polubienie

        1. Anulko, niekoniecznie jest powiedziane, że ziemniaki muszą być duże (jednak małe, nieduże najlepsze). Głownie chodzi o to, aby były jednakowej wielkości, wtedy równomiernie się obgotują i upieką. Jak są duże (koniecznie jednakowej wielkości), możemy sobie również z nimi poradzić. Po prostu wystarczy po obgotowaniu, i obraniu z łupin, przekroić ja na równomierne kawałki.Kalafior też lubię, chociaż podczas gotowania ma taki nieprzyjemny zapach. To jednak mnie nie odstrasza.Serdecznie pozdrawiam. U mnie dzisiaj wiało jak nie wiem.

          Polubienie

  7. Dobre to. 🙂 Smaczne, ale chyba cholesterologenne … Dobrze jest takie danie przepić czystą lub przynajmniej piwem. Czysta zimna – lepsza. Kiedyś w gościach, w Warszawie, praktykowałem nawet te broszetki /francuska nazwa na „szaszłyki”/ z – zimną szkocką whisky. Wszystko bardzo dobre ! 🙂

    Polubienie

    1. Dobre – to zbyt mało powiedziane – to jest pyszne, ale niestety i „cholesterologenne”. Ale zdaje mi się, iż raz do roku możemy sobie na ten luksus pozwolić, a do tego jak zrobimy sobie napój w postaci gorzałeczki – to na pewno nam nie zaszkodzi … :)Świetna nazwa, te broszetki … inaczej.Cieplutko pozdrawiam.

      Polubienie

      1. Nie wiem, skąd ta nasza nazwa „szaszłyki”. Może po polsku brzmi, a może nie po polsku, acz język polski ma dużo w sobie „sz” i „cz”. tak odbierany jest ze słyszenia przez obcokrajowców. „Broszetki” brzmi delikatniej i chyba ładniej. 🙂 p.s. Zgadzam się. Nie przesadzam z dbaniem o zdrowie. Pewnie lepiej wszystkiego, a po trochu. 🙂

        Polubienie

        1. Zdaje mi się, że kiedyś gdzieś tam czytałam, iż szaszłyki wymyślili chyba Tatarzy. A ponieważ nie zbyt wiele czasu mieli na przygotowanie posiłku, po prostu brali mięcho, kroili i nadziewali na szable i piekli sobie. I to chyba oni właśnie wymyślili owego szaszłyka. Ale skąd nazwa szaszłyk, pojęcia nie mam. Tak jakby troszku z turecka troszku brzmi, abo mi się zdaje.Faktycznie, obcokrajowcom ciężko wymówić te „sz” i „cz” …Cieplutko pozdrawiam.

          Polubienie

          1. Terecko to chyba rówież … kebab. Nie jadłem i chyba nie zamierzam. Gęba by mi się rozerwafła, gdybym miał to wszystko weń wepchnąć ! 🙂 Bo chyba kebaba nie kroi się na talerzu /?/

            Polubienie

            1. Kebab jest oczywiście pochodzenia prosto z Turcji. Mają ich tam wiele odmian, ale ogólnie na wszystkie przyjęto w świecie jedną nazwę: KEBAB. Ja jeszcze też tego nie jadłam. A kroić czy nie kroić go, to może zależeć tylko i wyłącznie od Ciebie …Pozdrawiam cieplutko.

              Polubienie

  8. Koniec świata, ślinka mi leci, a pomysł genialny. Tylko że wczoraj odebrałam wyniki cholesterolu i niestety, nie mogę sobie teraz na nic pozwolić, dawka leku zwiększona, bo trójglicerydy poszybowały jak gołębie. Kiedyś jednak zrobię to, żebym miała potem przez tydzień nadrabiać tabletkami. Całuski za ten przepis.

    Polubienie

    1. Loteczko to jeszcze nie koniec świata, wysoki cholesterol, to dopiero koniec świata. Myślę jednak, że od czasu do czasu nie zaszkodzi zjeść sobie taki „rarytas”, a na prawdę bardzo to idzie prosto i szybko. Właśnie wczoraj na obiadek danie to zaserwowałam. Jak dla mnie – niebo w gębie … :))Smacznie pozdrawiam.

      Polubienie

      1. Jestem pewna, że niebo w gębie, bo straszliwie lubię takie rarytaski. W ubiegłym tygodniu robilismy skrzydełka panierowane na chrupiąco. Raz kiedyś można sobie pojeść, wiec na pewno to zrobię. Pozdrawiam.

        Polubienie

  9. danie proste, JaGo, a zapewne bardzo smaczne! u nas na Śląsku najbardziej popularna są kluski (nie mylić z makaronem!) białe tzw. „gumowe” i ciemne tarte… ponadto placki ziemniaczane pieczone wprost na blasze starego, kuchennego pieca!!!pozdrawiam

    Polubienie

    1. Bardzo proste, i bardzo szybkie danie do zrobienia – oprócz czasu oczekiwania – właśnie wczoraj na obiad to-to miałam, pyszności !Uwielbiam kluski śląskie (chyba o nie chodziło Ci?). A takie placki ziemniaczane, pieczone wprost na blasze, to nie to co pieczone na patelni i pijące masę oleju. Chociaż ja piekę je prawie bez oleju, a do tego służy mi patelnia teflonowa, więc oleju prawie do niej nie wlewam.Smacznie pozdrawiam.

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s