Staropolskie kolędowanie – hej kolęda, kolęda !

staropolsie kolęd.
„Na szczęście, na zdrowie, na ten Nowy Rok !
Aby was nie bolała głowa ani bok,
Aby wam się rodziła i kopiła
Pszenica i jarzyca, żytko i wszytko,
Abyście mieli w każdym kątku po dzieciątku
W stodole, w oborze, na polu – daj Boże ! „


Tym staropolskim zwyczajem, chcę Was powitać w te pierwsze dni Nowego Roku 2012. Jak i dzisiaj, tak i dawniej słyszało się wszędzie „do siego roku”, a oprócz tego, gdy wreszcie nadszedł Nowy Rok, dawni Polacy witali się słowami „Bóg cię stykaj” (spotykaj). W ten dzień już od rana przypadano sobie do policzków i ramion z niezliczonymi, wyciskającymi łezki zdrowiami, pomyślnościami, szczęściami i różnymi „żeby-nam-się”.

   Nazwa kolęd być może wywodzi się z Rzymu, gdzie mianem kalend określano pierwszy dzień miesiąca. Prawdopodobnie więc w Polsce tak nazywano początek roku, pierwszy dzień stycznia.

Pozostałością po najdawniejszych bożonarodzeniowych obyczajach było „chodzenie z kozą”, którą powszechnie uważa się za symbol niespożytej żywotności i siły.

Cóż było dawniej ?

   Kolędnicy pojawiają się już w XVI-wiecznych polskich tekstach. Byli to przebierańcy w maskach i kostiumach przedstawiających zwierzęta (bociany, kozy, niedźwiedzie, turonie) lub postaci (Śmierci, Diabła, Heroda). Chodzili grupami już od Wigilii, lecz kolędowanie nasilało się po Nowym Roku albo po Trzech Królach i pod koniec karnawału.

   Kolędnicy chodzili od chaty do chaty, od domu do domu i odgrywali scenki  upamiętniające historię narodzin Jezusa, chociaż głównym celem było składanie życzeń w odwiedzanych domach. Osobliwi żacy przychodzili nie tylko z samymi życzeniami, ale także i z taką liryką życzeń:

„Mości gospodarzu, domowy szafarzu
Nie bądź tak ospały, każ nam dać gorzały
Dobrej z alembika i do niej piernika.
Hej kolęda, kolęda !”

   Na tym jednak nie był koniec, bo mili chłopcy formułowali następnie niemalże żądania. Wszakże to dopiero pierwsza zwrotka. W następnych domagali się ni mniej ni więcej, tylko „chleba pytlowego” i „masła do niego”, „kaczki do rosołu” i „sztuki mięsa z wołu”, pamiętając również o „z gęsi przysmażaniu”, „udziku zajęczym”, „indyku do podlewy”, „czarnym
prosięciu”, „gąsiorze wina”, bo „w brzuchu ruina” itd., itp.

   Te wszystkie noworoczne życzenia jakoś nikogo nie mierziły, a wręcz odwrotnie, wzbudzały całkowity posłuch …
A wóz, który żakom-kolędnikom towarzyszył, zawsze uginał się od podarków.

Jaka szkoda, że dzisiaj te tradycje powoli giną, abo już zaginęły. Może gdzieś tam po wsiach, zastuka do drzwi jaki kolędnik, np. turoń wraz z życzeniami noworocznymi. Dochodzę do wniosku, że my jednak wolimy przejęte z zachodu jakieś Halloween czy Walentynki, a zapominamy o naszej tradycji z dziada pradziada. I to jest bardzo smutne …

   Jak pisze Łukasz Gołębiowski, dziewiętnastowieczny kronikarz – przede wszystkim nadzielano „kolędy”, jak nazywano podarunki, które królowie dawali dworakom, panowie famulusom, gospodarze – służbie, a rodzice – własnym latoroślom.

   Wioska, koń z rzędem (uprzężą), okazała delia, świecąca brylantami karabela albo puchar z jakąś krzepiącą inskrypcją – oto co można było otrzymać od Króla Jegomości czy też szczodrego Księcia Pana. „Kupne” portki, koszula ze lnu, juchciaki na niedzielne parady, a choćby i flaszka czegoś mocniejszego – oto na co mógł liczyć parobek, gdy trafił mu się dobry gospodarz, który zresztą „kolędę” zwykle uważał za rodzaj zadatku i przypominał sobie o nim, kiedy potem przyszło do wynagrodzenia za pracę. „Łaska pańska na pstrym koniu jeździ”.

Razu pewnego, sędziwy już Stańczyk spytany, czemu się turbuje, choć dwór Zygmunta Augusta, na którym przebywał, raduje się nowo rocznie. Odpowiedział tedy sławny błazen „Dla mnie to rok nienowy, bo suknie mam stare”. Widać król niezadowolonym musiał być z jakichś jego pouczek, bo poskąpił mu „kolędy”. Jednak przymówka zrobiła swoje. Król usłyszawszy ją, ulitował się i Stańczyka ubrał swoimi darami dosłownie od stóp do głowy.

   Szczodrość była nieodzowna. Właściwie kwitnęła przez wszystkie wieki. Niekiedy dni od Nowego Roku do Trzech Króli nazywano „szczodrymi”, albo wieczór poprzedzający to ostatnie święto nosił miano „szczodrego” i rozdawano dopiero wówczas upominki. Jednakże najbogatszy w nie, był Nowy Rok.

Dziś może jesteśmy mniej hojni, ale życzmy sobie wszyscy nawzajem, wszystkiego najlepszego. I bądźmy dla siebie bardziej życzliwi, nie tylko w te pierwsze dni Nowego Roku. Życzliwość wszak nie kosztuje, zapewne taki rachunek nam się przyda …

Rachunek dorosłego
Jan Twardowski

„Jak daleko odszedłeś
od prostego kubka z jednym uchem
od starego stołu ze zwykłą ceratą
Od wzruszenia nie na niby
od sensu
od podziwu nad światem
od tego co nagie a nie rozebrane
od tego co wielkie nie tylko z daleka ale i z bliska
od tajemnicy nie wykładanej na talerz
od matki która patrzyła w oczy żebyś nie kłamał
od pacierza
od Polski z raną
ty koniu stary”.


*
„Śpieszmy się kochać ludzi,
tak szybko odchodzą”.

Polecam jeszcze przeczytać: Sylwestrowe szaleństwa w dawnej Polsce

Pomocne źródła:
„Tak żyli ludzie w dawnej Polsce – tradycje świąt dorocznych” – tekst Anna Zadrożyńska, ilustracje Aleksander Karcz, Wydawnictwo Dolnośląskie
„Kalendarz polski” – Józef Szczypka, W-wa 1984 r.

Zapisz

32 myśli na temat “Staropolskie kolędowanie – hej kolęda, kolęda !

  1. Zapraszamy do dodania bloga w serwisie zBLOGowani! Mamy już ponad 4800 blogów z 22 kategorii.
    Należy założyć konto jako bloger i w 2 krokach dodać bloga do serwisu. Nasz robot sam pobiera aktualne wpisy i prezentuje je tysiącom użytkowników którzy codziennie korzystają ze zBLOGowanych. Dla blogera to korzyść w postaci nowych czytelników i większego ruchu na blogu. Zapraszamy!

    Polubienie

    1. Kamilu ja bardzo lubię takie stare historie gdzie opisane jest jak to drzewiej bywało i cieszę się, że Tobie też się podoba. 🙂
      Pozdrawiam serdecznie.

      Polubienie

  2. Buszowałam cały wieczór po smacznych stronach Twojego bloga. Miałam zamiar znaleźć coś na zapiekankę, ale dopadłam słodkości i nie mogłam się oderwać. Zakończyłam wizytę likierem „szybki Bill”(mleczny z brandy).Jeszcze raz uściski i podziękowania.

    Polubienie

    1. Joasiu droga, a buszuj sobie do woli o ile Ci tylko czas na to pozwoli …Właśnie teraz zajmuję się zamieszczaniem linków po innych blogach mych, które do tej pory były ukryte, a więc i prawie, że niewidoczne. A jest ich, no nie powiem, ale dość sporo (trzy dni nad nimi już siedzę) no i jeszcze troszku posiedzę. Ale w końcu wyprowadzę sobie wszystko na prostą.Szkoda, że nie mieszkamy blisko koło siebie, bo zaraz bym na „Szybkiego Billa” do Cię przybiegła … :)Pozdrawiam serdecznie.

      Polubienie

  3. Ja-Go, dostaję ślinotoku już na samą myśl o Twych specjałach, a Ciebie też bym chętnie zjadł, powoli, łyżeczką!ściskam niemozebnie

    Polubienie

    1. O jejku mKlaterku, aże się rumieńcem spłoniła, gdym rospons przeczytała. Odpowiedź bardzo miła, ale dłuuugo byś musiał tą łyżeczką jeść mnie, bom ja już nie masełko, a raczej … słonina … :))Pozdrawiam i serdeczności zostawiam.

      Polubienie

  4. Ja też wczoraj robiłam porządki i usunęłam cały post a komentarzami, skopiowałam je i wkleiłam pod notką. Jeżeli nie mieszczą się linki, możesz je dawać do notki a z boku w poleconych napisać co w nich jest i to jest sposób. Czy jest ograniczenie na blogu w ilości linków????? Napisz .

    Polubienie

    1. Loteczko droga dziękuję Ci bardzo za ten sposób na te linki. Dla mnie też dziwne jest, że są jakieś ograniczenia na linki, a wiem, że ich nie ma. Pisałam nawet do Onetu w tej sprawie, ale odpowiedzieli mi żebym zrobiła zrzut ekranu, a ja nie mam pojęcia jak to zrobić ! Nie rozumiem tylko jednego, a zresztą zaraz napiszę do Ciebie – jeszcze raz dziękuję.Pozdrawiam cieplutko.

      Polubienie

  5. Niech Ci się, JaGuś, 2012 darzy, o czym się tylko Tobie zamarzy! – i zdrowia, bo tego nigdy zawiele i się go nie kupi… A co do kolędowania, to wydaje mi się, że z tym hasłem już tylko kojarzą się nam odwiedziny księdza… i często też nie są kojarzone z radością, bo księżulo wizytę „odfajkowuje” w swoim terminarzu… i my dlatego też. Podobnie z kolędnikami, którzy w czasach mojego bardzo wczesnego dzieciństwa pojawiali się z odwiedzinami od drugiego dnia świąt po dzień przed Sylwestrem, potem już nie chodzili, był karnawał. Ze dwa razy w moim życiu późno dorosłym przyjęłam kolędników, ale to było wielkie nieporozumienie, bo to była grupa typu: dołóż pan na kielicha – żadnego programu, nawet jakiejkolwiek kolędy nie umieli zaśpiewać – ot, jedna zwrotka. Dawniej grupa kolędnicza ze dwa miesiące wcześniej ćwiczyła swój występ. A teraz chodzi tylko o wyłudzenie forsy, więc takim wcale drzwi nie otwieram.

    Polubienie

    1. Och Nino, jesteś kochana, bardzo dziękuję i tego samego Ci życzę, abo więcej -:)Żebyś wiedziała, że teraz kolęda to najczęściej kojarzy nam się z odwiedzinami księdza i odnotowaniu przez niego w swoim kajecie, że w tym domu go przyjęto.oraz, że „co łaska” dano.Przypomniałam sobie, że pewnego razu, gdy tak ksiądz sobie chodził po tej kolędzie, zawitał i w moich progach. Wszystko co trzeba było odprawił, pobłogosławił, a później była luźna „gadka-szmatka”. Jakaś długa ta gadka była, pomyślałam sobie nawet – „chyba ksiądz się u nas dobrze czuje, bo tak długo siedzi”. Jak się później okazało, to nie to było przyczyną, ale po prostu zapomniałam dać „co łaska” … :))Co do kolędników chodzących po domach, to tak było, że chodzili oni tylko od Wigilii, aż do Trzech Króli, a potem to już tylko zabawy karnawałowe się ostały. ,Dzisiaj niestety, ale „prawdziwych kolędników już niema” … Trzeba powiedzieć, że nasze tradycje ostatnimi czasy bardzo zubożały, aby nie powiedzieć, że umarły …Pozdrawiam cieplutko.

      Polubienie

  6. Jesteś niezwykła, nasza Skarbnico Wiedzy !! Tyle tematów, tyle ciekawostek zawsze nam podrzucasz. A kolędy pewnie wszyscy kochamy, te nasze, polskie są tak piękne…. Buziaczki śle :))

    Polubienie

  7. Kiedyś ludzie byli inni, mieli inne zwyczaj, nie gapili się bez przerwy w telewizor czy internet, a przede wszystkim mieli czas dla siebie.Nie życzyłabym sobie: „w każdym kątku po dzieciątku”;)Noworoczne serdeczności.

    Polubienie

    1. A szkoda Aniu, że jedynie naszą radością jest telewizor i komputer. Oczywiście nie będę tego generalizowała, ale w większości ludzkich przypadków, tak jest. Zatracamy pomału kontakty międzyludzkie a niedługo to zapomnimy skąd pochodzimy …Kiedyś ludzie żyli może i biedniej, ale za to o wiele radośniej, a miłość człowieka do człowieka – wprost przepajała ich.Pozdrawiam cieplutko i nowo rocznie.

      Polubienie

      1. Wiesz, jaka jestem wredna? W drugi dzień świąt byłam w gościnie i od razu po wejściu głośno powiedziałam, co myślę o świętach przy telewizorze, bo wszyscy siedzieli i gapili się na jakiś bzdurny film. Nawet jeśli mam włączony telewizor, to przy wejściu gościa, natychmiast go wyłączam. Czasem robię to z bólem serca, szczególnie gdy oglądam mecz siatkówki lub skoki narciarskie.Miłego dnia.

        Polubienie

        1. Oj Aniu, zaraz „wredna” …., po prostu to co myślisz to i mówisz. Ja też czasami za bardzo jestem bezpośrednia, czego nieraz żałuję potem. w dzisiejszych czasach do tego naszego starego powiedzenia „Gość w dom, Bóg w dom” powinno jeszcze dojść, „telewizor wyłącz”. Aniu a powiedziałaś to na cały głos, czy dyskretnie, któremuś z domowników – na uszko ? Tak w ogóle przecież jak ktoś przychodzi do nas z wizytą, to nie po to aby gapić się w telewizor, i każdy kto jest dobrze wychowany, powinien o tym wiedzieć, sama kultura tego wymaga.Pozdrawiam serdecznie.

          Polubienie

  8. JaGuś, fantazji kulinarnej aby Ci nigdy nie zabrakło, a my wierni czytelnicy uczący się od Ciebie będziemy oblegać Twój smakowity blog.Pomimo, że mieszkam teraz na wsi, to tradycja Kolędników wcale tu nie jest znana. Wszystko się pozmieniało!Tylko najlepszych dni w tym roku życzy Joter

    Polubienie

    1. Joasi dziękuję i postaram się aby tej fantazji mi nigdy nie zabrakło. No widzisz jak to staropolskie kolędowanie poszło już w niepamięć, a szkoda …Pozdrawiam cieplutko.

      Polubienie

  9. Określenie „staropolskie” przywodzi na myśl czasy Wołodyjowskiego, a tak na prawdę kolędnicy wywodzą się z o wiele wcześniejszych czasów, gdy to królowały na ziemiach polskich religie pogańskie i ku czci różnych biesów, diabłów i demonicznych straszydeł urządzano święta przebłagalne. Miłego tygodnia życzę.

    Polubienie

    1. Eremi co do samych kolędników, to trzeba mi się z Tobą zgodzić, że to były pogańskie zwyczaje. Natomiast jeśli chodzi o samo kolędowanie (śpiewanie kolęd, wizyty po domach duszpasterzy) to tak właściwie chyba zaczęły się od XVI wieku, Przedtem śpiewano pieśni pogańskie i robiono takież obrządki.ale z chwilą chrystianizacji Słowian, pomału zaczęto odchodzić od tej pogańskiej obrzędowości, Z czasem kościół zaczął rugować tego rodzaju utwory i obrzędowość bożonarodzeniową, wprowadzając na ich miejsce pieśni czysto religijne. I nie ma chyba w tym nic dziwnego, że słowo „staropolskie” – wiąże Ci się z Wołodyjowskim.Pozdrawiam cieplutko.

      Polubienie

  10. Witaj Marylko i Ja-Go w jednym. Pamiętam z dzieciństwa i młodości kolędników, a nawet raz brałam udział. Potem wiele lat mieszkałam w mieście, to zapomniałam o kolędnikach, a teraz znów jestem na wsi i to podbeskidzkiej, a wiadomo, że na wsiach ten zwyczaj nadal jest kultywowany, więc i do mnie zaglądają kolędnicy, w różnym wieku. Grupy dzieci są miłe, ciekawie poprzebierane i znają swoje role, natomiast czasem trafią się kolędnicy „dorośli”, to strach wpuścić do domu, bo pierwsze o co proszą, to; ” mozebyćie tak panicko dali cośik z prądem, bo gęby nom zamarzły”. Myslę w tym roku tak nie powiedzą, bo mrozu brak. Oby Ci się Ja-Go darzyło w życiu i na blogu przez caluśki rocek, do nowych życzeń. Pozdrawiam

    Polubienie

    1. Azalko, żebyś wiedziała, że to już nie te czasy, kiedy człowiek do domu mógł wpuścić takiego „dorosłego” kolędnika, bo to obawa i strach, a jeszcze do tego jak perfidni potrafią być – gzie te czasy, gdzie te czasy.. Teraz to jak przyjdą to powiedzą chyba, „możebyście tak panicko gorzałeczki dali, bo nam w gardle zaschło” … :))Dzieci to jeszcze nie są tak zepsute przez ten świat, jak dorośli …Jenak gdy dzieci chodziły na halloween powiedziały „psikus albo cukierek”, nie miałam cukierka więc był psikus, pomalowali mi drzwi kredą (całe szczęście, że tylko kredą).Pozdrawiam cieplutko.

      Polubienie

  11. Witaj JaGo w ten Nowy Rok! Wszystkiego co najlepsze i obyś nadal nas raczyła swymi radami i przepisami. Pozdrawiam ciepło a nawet bardzo ciepło jak na ta porę roku.

    Polubienie

    1. Witaj Katarzynko i bardzo Ci dziękuję za te serdeczności. Żebyś wiedziała, że ta pogoda coś sfiksowała ostatnio, chyba pory roku jej się poprzestawiały, bo u mnie też jest prawie wiosennie.Pozdrowienia noworoczne składam.

      Polubienie

  12. Ja teraz patrzę w oczy mojego wnuczka, który łapie sie na ten podstęp bo ma dopiero , a może już 7 lat.Ale nie cytuje mu jednego z najbardziej wzruszających wierszy ,który kończy sie słowami”Poczekaj jak cię rąbnęto we wszystko uwierzysz (Poczekaj)Na ten Nowy Rok wszelkiej pomyślności…

    Polubienie

    1. Andante teraz dzieci są mądre i rezolutne i nie rozumiem dlaczego mu tego wiersza nie przekażesz w całości, tyn bardziej, że nauki z niego idą, a że kończy on się tak jak kończy, to jeszcze nie jednego kopniaka przez życie swe dostanie. „Poczekaj, jak cię rąbnę, to we wszystko uwierzysz” … :))Pozdrawiam noworocznie.

      Polubienie

      1. Ja go za bardzo faszeruje wierszami , boje się zniechęcic do tego co piekne. Dziś króluje co innego niż madre rady Poety.Chyba sam do tego dojrzeje….

        Polubienie

        1. Może i masz Andante rację, że to co jest piękne, niech pozostanie pękne. Samo życie później go nauczy to co jest złe, a może nie …Pozdrawiam cieplutko.

          Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s