Jak wyglądała kiedyś Niedziela Palmowa?


Jak wyglądała kiedyś Niedziela Palmowa albo inaczej kwietna?

„W Kwietną Niedzielę kto bagniątka nie połknął,a dębowego Chrystusa do miasta nie doprowadził,to już dusznego zbawienia nie otrzymał!”To zdanie Reja (chociaż ironiczne) przypomina o dawnych obchodach tamtego dnia, które dziś całkiem zanikły. Spytałam mojej mamy czy pamięta coś jeszcze z tamtych lat,więc też mówiła mi o połykaniu tychże bagniątek, czyli bazi.Wierzono bowiem, że przyniesie to dużo dobrego zdrowia (zwłaszcza zapewni zdrowie gardłu). Babcia (czyli mama mojej mamy), uciekała się do pewnego fortelu, podając te bazie rozdrobnione w kanapce, przykryte, żeby dzieci nie wiedziały, że właśnie im je podano.

Był zwyczaj, że dziewczęta już od świtu nie rozstawały się z wierzbiną, smagając nią każdego kogo tylko udało im się spotkać i pokrzykiwały wesoło „nie ja biję – wierzba bije!” W innym regionie znowu zamiast dokazujących dziewuch śmigały rózgami wyrostki, które wpadały do chałup i biły śpiochów, wykrzykując w podobny sposób jak dziewuchy.

Palmy po poświęceniu służyły ludziom różnorako.
Zjadało się trzy bazie, aby nie bolało gardło. Gałązki wsadzone za święty obraz mogły się przydać przy „odpędzaniu” chmur gradowych. Krzyżyki zrobione z tych gałązek i wetknięte w rolę, mogły tak samo chronić przed klęskami a także, przysparzać urodzaju.

Jak w zapusty, wynurzali się dawniej w Niedzielę palmową przebierańcy, aby radować ludzi swym wyglądem i oracjami w mowie wiązanej. Mawiali cudaki ciągle śmiesznie, małpio, szybko, że aż ozory chciały im wyskoczyć z gęby.

A na koniec była mowa taka:

„A ja wam powiedzioł
taką oracyją,
jak mi nic nie dacie,
to was pozabijom” …

Rzecz jasna, odmykały się wtedy komory i pyskaci oratorzy otrzymywali to i owo z grosza czy wiktuałów.

Reklama